| ARCHIWUM PRASOWE |
| Lech Poznań boi się powtórki z Pogoni. |
Zbyt krótka ławka, czyli mówiąc inaczej - zbyt mało piłkarzy do gry - to może być główny problem Lecha Poznań w nowym sezonie. Władze "Kolejorza" muszą teraz zdecydować, czy chcą go rozwiązać, czy używać jako wymówki.
Lech tego lata jest dużo aktywniejszy na rynku transferowym niż zimą i już wzmocnił się bardziej niż wtedy. I to mimo tego, że używa tego samego budżetu - przypomnijmy, że w Amice jest on konstruowany na rok kalendarzowy, a nie sezon piłkarski. A zatem ewentualny wzrost wydatków na transfery może nastąpić dopiero w 2008 r. "Może" - to źle powiedziane. On musi nastąpić, jeśli Lech chce zostać dominantem polskiej ligi.
Piłkarze jak domy
Przypadki Marka Wasiluka z Jagiellonii Białystok czy Marcina Dymkowskiego z Odry Wodzisław - graczy, o których bił się Lech - pokazują, że ceny wywoławcze na takich graczy sięgają 1 mln zł. A z całym szacunkiem dla nich, nie są to na razie gracze o wstrząsających nazwiskach. Sądzę, że większość kibiców Lecha na wieść o tym, że Lech interesuje się tymi piłkarzami, musiała poszperać i sprawdzić, kim oni właściwie są.
1 mln zł to cena zawrotna, ale wydaje się, że z rynkiem piłkarskim jest jak z rynkiem nieruchomości - choć ceny osiągnęły trudno wytłumaczalny, zawrotny pułap, nadal rosną i będą rosły. W 2008 r. suma 1 mln zł za gracza typu Dymkowski czy Wasiluk może nie wystarczyć! Nie wystarczy wtedy przygotować na rundę 5 mln zł na transfery - pieniędzy będzie musiało być znacznie więcej.
Wszystko to dlatego, że na piłkarskim rynku transferowym w Polsce popyt znacznie przewyższa podaż. O Wasiluka, Dymkowskiego czy nawet Tomasza Midzierskiego z Górnika Łęczna trzeba staczać bitwy. Pojawia się coraz więcej klubów z pieniędzmi i konkurencja rośnie. - Kiedy ja obserwuję jakiegoś piłkarza, obok mnie siedzi 50 innych chętnych. Na graczy, którzy mają ważne kontrakty, kluby nakładają ceny zaporowe - narzeka trener Franciszek Smuda. - Nasi skauci w podanych przedziałach cenowych znajdują nam właściwie tylko piłkarzy do Młodej Ekstraklasy.
- Ona jest dla nas szansą - mówi dyrektor sportowy Lecha Marek Pogorzelczyk. - Jest zresztą szansą dla wszystkich klubów. To prawda, że mamy zbyt krótką ławkę, ale problem ten dotyczy lub za chwilę dotyczyć będzie wszystkich klubów.
Ratunek w Iraku?
Lech stanął w tej chwili przed takim oto problemem: wśród dostępnych na rynku polskich graczy nie ma już właściwie z kogo wybierać przyszłych lechitów; natomiast graczy zagranicznych "Kolejorz" nie bardzo chce już zatrudniać. To efekt draki z Pogonią Szczecin, która wystawiała do gry niemal wyłącznie Brazylijczyków z katastrofalnym skutkiem. - Nie chcemy robić w Poznaniu drugiej Pogoni. I chociaż większość klubów zagranicznych zatrudnia nawet po kilkunastu obcokrajowców, wiemy, że w Poznaniu jest pewien zwyczajowy limit cudzoziemców, którego przekroczenie zaczyna niepokoić kibiców - mówi Pogorzelczyk.
A za granicą pole manewru jest znacznie większe niż w Polsce. Afryka, Ameryka Południowa, Bałkany - te kierunki są już mocno penetrowane przez inne polskie kluby. Na nich jednak świat się nie kończy. Na mistrzostwach świata do lat 20. mogliśmy obserwować zaskakująco wysokie umiejętności piłkarzy egzotycznej Jordanii. Cypryjski klub, z którego Lech chciał wykupić bramkarza Alesa Chvalovsky'ego, ma z kolei kadrę opartą w dużej mierze na graczach z Iraku. - Bliski Wschód to teren jeszcze niezagospodarowany przez polskich skautów i menedżerów. Myślimy o nim, lecz również o innych kierunkach - przyznaje szef skautów w Lechu Andrzej Czyżniewski, ale podaje te same ograniczenia: zbyt wielu obcokrajowców w "Kolejorzu".
Młodzi oczkiem w głowie
Lech nie chce już więcej graczy zagranicznych, ale kto wie, czy nie będzie musiał ich zatrudnić. Na razie mamy 10 lipca, więc może jeszcze grymasić. Za miesiąc Smuda i klub będą mniej wybredni. Wtedy gracze typu Branko Šešlija czy Mirko Radovanović mogą zostać ocenieni dużo łagodniej niż teraz. To niezbędne, jeśli "Kolejorz" chce uporać się z problemem, który może sparaliżować jego walkę o tytuł. Dwóch, trzech graczy niezdolnych do gry w każdym meczu (kontuzje, kartki) to przecież norma, a taki ubytek dla obecnego Lecha byłby poważnym osłabieniem. Do paraliżu z powodu zbyt wąskiej kadry dopuścić nie można, chyba że Lech chce zbyt krótką ławkę traktować jako... wymówkę i asekurację na wypadek kolejnego niepowodzenia w lidze. Miejmy nadzieję, że nie i że kadra "Kolejorza" będzie w sierpniu dużo szersza niż teraz.
Jeśli poznański klub nie chce opierać się na zagranicy, rozgrywki Młodej Ekstraklasy stają się oczkiem w głowie. Właściciel Lecha, holding Amica, nie bez racji twierdzi, że ma wielkie doświadczenie w szkoleniu młodzieży. W Lechu to szkolenie załamało się już w połowie lat 90. - Właściwie trzeba zbudować zaplecze od podstaw - mówią obecne władze "Kolejorza".
Jeśli Lech chce na serio skupić się na szkoleniu młodzieży, wokół zespołu Młodej Ekstraklasy musi zgromadzić zapewne więcej trenerów, fizjoterapeutów i lekarzy niż przy pierwszym zespole. Tyle że taka praca przyniesie owoce dopiero za kilka lat. Czy Poznań jest aż tak cierpliwy?
Radosław Nawrot
(źródło: http://www.gazeta.pl)
|
|
| |
|
|
 |
|
|
 |
| MEDIA O POZNANIU |  |
| Moderus Gamma - tramwaj dla Poznania?
| |
Moderus Gamma - tak nazywa się nowy niskopodłogowy tramwaj, który swoją premierę będzie miał w 2009 r. Taki pojazd będzie prawdopodobnie woził poznaniaków, bo wyprodukuje go spółka córka MPK |
|
|
|
|
 |
 |
 |
|
 |
|
|
 |
|
|