| F-16: Lotnicze popisy i protesty. |
Amerykańscy wojskowi piloci z zespołu Thunderbirs dali wczoraj nad Krzesinami pokaz lotniczej wirtuozerii. Ich popis poprzedził protest mieszkańców przeciwko stacjonowaniu samolotów F-16 w Poznaniu.
- My mamy airshow na co dzień - grzmiał do megafonu Grzegorz Małecki, mieszkaniec poznańskiego osiedla Marlewo. Jego dom znajduje się kilkaset metrów od wojskowego lotniska, na którym stacjonują F-16. - Samoloty wykonują ewolucje nad naszymi domami. Hałas nie daje nam żyć, boimy się o swoje bezpieczeństwo - kontynuował. "F-16 albo my"
250 mieszkańców Poznania pikietowało wczoraj przeciwko stacjonowaniu samolotów F-16 w mieście. Nie wszyscy mieszkają blisko lotniska. - Na co dzień nie słyszymy myśliwców. Ale przyszliśmy wesprzeć mieszkańców Marlewa, bo baza lotnicza może być groźna dla całego Poznania - mówiła Ewa Ziemska, przewodnicząca Rady Osiedla Krzyżowniki. Niepokój pikietujących budzi to, że poza hałasem nie wiedzą, jaki jeszcze wpływ na środowisko mają myśliwce. Raport o oddziaływaniu na otoczenie jest bowiem w większości utajniony. - Obawiamy się też, że miasto nie jest w żaden sposób przygotowane na wypadek katastrofy - dodała Ziemska.
Na miejsce protestu mieszkańcy wybrali ul. Starołęcką, prowadzącą do bazy lotniczej na Krzesinach. Płoty stojących przy drodze domów obwieszone były transparentami. "F-16 albo my", "Hałas zabija", "Lotnikom działki tanio sprzedamy" - głosiły napisy. Pochód prowadzili ludzie niosący czarną trumnę z napisem "Poznań i okolice".
- Chcieliśmy być widoczni - wyjaśniał Małecki. Tego dnia w bazie odbywał się bowiem festyn lotniczy, którego gwiazdą była legenda podniebnej akrobacji - amerykański zespół Thunderbirds, istniejący od ponad pół wieku, a od 20 lat oblatujący F-16. Poznań był dla amerykańskich pilotów przystankiem podczas "tournée przyjaźni" - jak powiedział podczas powitania mówiący po polsku lekarz zespołu. Daniel Mirski. "Ptaki gromu" przyleciały wprost z Irlandii, dziś występują w Rumunii, jutro lecą do Bułgarii.
Brawurowe mijanki
Policja zmobilizowała swe siły, by demonstrujący nie zablokowali dojazdu. Jednak ze względu na deszczową pogodę zainteresowanie festynem nie było tak wielkie, jak spodziewało się wojsko. Kilkanaście tysięcy widzów (zamiast oczekiwanych ponad 100 tys.) dotarło więc na Krzesiny bez problemu.
Na lotnisku oprócz polskiego można było usłyszeć inne europejskie języki. Thunderbirds ostatni raz na Starym Kontynencie byli sześć lat temu. Dla wielbicieli lotnictwa była to więc nie lada gratka.
Ostatecznie jednak pogoda pokrzyżowała plany organizatorów. Kiedy Thunderbirds wzbijali się w powietrze, deszcz już kropił. Czwórka latająca w grupie i dwoje solistów zdążyło jednak wykonać większość przewidywanych ewolucji, w tym słynny "diament Thunderbirds", w którym samoloty tworzą efektowny czworobok. Zachwyt publiczności budziły brawurowe mijanki w powietrzu. - Prezentowane przez nas umiejętności musi posiadać każdy amerykański pilot - tłumaczyła przed pokazem major Samantha Weeks. Aby zostać solistą zespołu - pierwszą kobietą w tej roli - musiała przelatać tysiąc godzin, a potem przejść ostrą selekcję.
Warto było przyjechać
Amerykanie uważają, że F-16 nie są bardziej niż inne samoloty podatne na wypadki. - Szkoliłem się na F-15 i ten samolot jest dla mnie bardziej komfortowy. Ale F-16 jest po prostu fenomenalny - twierdzi Kevin Robbins, jeden z pilotów Thunderbirds.
Tłum obserwował popisy amerykańskich gwiazd do ostatniej chwili. - Pokaz został skrócony o 15 min. Ale na szczęście udało nam się zobaczyć większą część programu - mówi kpt. Marcin Rogus, oficer prasowy Drugiej Brygady Lotnictwa Taktycznego.
Publiczność rozbiegła się dopiero wtedy, gdy spiker ogłosił, że ze względów bezpieczeństwa trzeba skrócić występy Amerykanów.
Przed rzęsistym deszczem schroniła się w lotniczych hangarach. - Warto było przyjechać. Najbardziej podobało nam się "ostrze noża", kiedy samolot leci bokiem - komentowali airshow przemoczeni do suchej nitki Anka, Dorota i Krzysztof. Do Poznania zjechali się z różnych stron Polski: ze Szczecina, Kołobrzegu i Radomia.
Piloci opuścili deszczowy rejon i po kilkunastu minutach bezpiecznie wylądowali w Krzesinach.
Natalia Mazur
(źródło: http://www.gazeta.pl)
|
|
| |