| Urodziny Radia Merkury. |
Jacek Hałasik, jeden z najbardziej znanych głosów w Poznaniu, dwie trzecie swojego życia spędził w Radiu Merkury. 24 kwietnia rozgłośnia skończy 80 lat.
Jubileuszowe obchody zaczęły się 10 kwietnia i potrwają do końca czerwca. A już w niedzielę radio otworzy drzwi dla słuchaczy - goście zobaczą, jak powstają audycje, a chętni będą mogli zasiąść przy mikrofonie.
Jednym z najbardziej znanych ludzi Radia Merkury jest Jacek Hałasik. - Wszystko zaczęło się tuż po maturze, którą zdawałem w 1964 r. w Technikum Łączności - opowiada. Wtedy sąsiad Leon Chudziński zachęcił go, żeby z takim wykształceniem poszedł na Berwińskiego do radia. A wówczas był to Komitet ds. Radia i Telewizji Polskie Radio i Telewizja Rozgłośnia Regionalna w Poznaniu.
Najpierw pracował w dziale eksploatacji, potem w dziale nagrań, był też realizatorem dźwięku i - ponoć rewelacyjnym - kierownikiem produkcji. Silnie związany z redakcją sportową, jeździł na mecze, dzwonił, ściągał wyniki. - To były takie czasy, że transmisje nadawaliśmy wtedy, gdy wchodziliśmy na antenę, czyli z kilkugodzinnym opóźnieniem - wspomina.
Dla anteny sportowej pracował jednak zawsze po cichu - po prostu pomagał kolegom, a oni "odpalali" mu działkę. - Wtedy nie płaciło się podatków - tłumaczy Hałasik. - I nie pracowało się tyle co teraz, więc był czas na życie towarzyskie i plotki.
W radiu zastał go stan wojenny. - Akurat miałem nockę, byłem szefem zmiany. Przyszło wojsko i wszystko zajęło. Poddaliśmy się bez walki - opowiada. Zaraz jednak zaznacza, że radio nigdy nie było siedliskiem "czerwonego diabła". I ostrzega: - Jeśli ktoś uważa inaczej, jestem skłonny stanąć z nim na ubitej ziemi.
W początku lat 90. poznańska rozgłośnia Polskiego Radia zaczęła funkcjonować pod nazwą Radio Merkury. - Zawsze mieliśmy studio targowe na MTP. Szef radia Piotr Frydryszek i szef MTP Stanisław Laskowski wymyślili, że będzie ono działać pod nazwą Studio Targowe Merkury. Potem Merkury został patronem radia - tłumaczy Hałasik.
Przez wiele lat poznańskie studio produkowało tylko kilka godzin programu dziennie, z czasem jednak antena zyskiwała samodzielność i... pojemność. W początku lat 90. program zaczął się szybko rozrastać. A że Hałasik lubi poznańską gwarę, zaproponował prezesowi konkursy gwarowe. - Tak zacząłem pracę przy mikrofonie - wspomina Hałasik. Potem pojawiły się też konkursy literacko-historyczno-geograficzne i sportowe jego autorstwa.
Od kilku lat jest już na emeryturze, ale konkursy gwarowe prowadzi do dziś. Ma też niedzielny program autorski o Poznaniu "Jasny fyrtel". Wie, że wśród słuchaczy ma grono wielbicieli. - To bardzo przyjemnie łechce próżność - przyznaje.
Pytania konkursowe zawsze przygotowuje sam. Przyznaje, że wpadki się zdarzają, ale nie przejmuje się nimi: - Jak ktoś sympatycznie zwróci uwagę, jestem mu wdzięczny. W końcu każda taka uwaga poszerza wiedzę.
Nie lubi słuchać swego radiowego głosu. - Nigdy nie jestem zadowolony. Na szczęście większość audycji nadawana jest na żywo. Jeśli są wcześniej nagrane, odsłuchuję je tylko po to, by się na antenie nie powtarzać - mówi. W ogóle uważa, że na radiowca się nie nadaje: - Nie mam dykcji, nie umiem do mikrofonu czytać, nie potrafiłbym poprowadzić programu. Mogę najwyżej być autorem i wykonawcą swoich własnych audycji.
Maria Bielicka
(źródło: http://www.gazeta.pl)
|
|
| |